W PONIEDZIAŁEK RANO (LUNDI MATIN)
Film obyczajowy, 122 min, Francja/Włochy 2002 Scenariusz i reżyseria: Otar Iosseliani Występują: Jacques Bidou, Arrigo Mozzo, Anne Kravz-Tarnavsky, Narda Blanchet, Dato Tarielachvili, Adrien Pachod, Otar Iosseliani i inniUhonorowane nagrodą FIPRESCI i Srebrnym Niedźwiedziem za reżyserię na festiwalu w Berlinie w 2002 r. niezwykłe dzieło niezwykłego reżysera: przywołujące ducha filmów Jacquesa Tatiego, subtelna i pełna humoru - niekiedy dość gorzkiego lub absurdalnego - satyra obyczajowa na mechaniczną, zrutynizowaną codzienność, monotonię życia pozbawionego spontaniczności i radości, powierzchowność kontaktów międzyludzkich, której ofiarą padło nawet życie rodzinne. Bo nawet najbliżsi sobie ludzie, związani bliskim pokrewieństwem, do perfekcji opanowali sztukę okazywania obojętności, funkcjonowania w swoim zamkniętym świecie, zajmowania się wyłącznie własnymi sprawami. W takiej rzeczywistości żyje również bohater filmu, Vincent, czterdziestoparoletni mieszkaniec typowej wsi, mąż korpulentnej Josephine i ojciec dwóch synów: niemal dorosłego już Nicolasa i około 12-letniego Gastona. Rodzinnego portretu dopełnia sędziwa matka Vincenta. Vincent codziennie rano dojeżdża zdezelowaną "renówką" na stację, a stamtąd pociągiem do pobliskiego miasta, gdzie pracuje jako spawacz w fabryce. Wieczorem wraca zmęczony, zjada spóźniony obiad, wykonuje - zagoniony przez żonę - jakieś drobne prace naprawcze w domu lub w obejściu, by następnego ranka znów wyruszyć do fabryki. W młodości malował obrazy, wydaje się, że nawet miał talent. Ale teraz coraz rzadziej siada do sztalug, znużony codziennym kieratem. Pewnego poniedziałkowego poranka mężczyzna zdobywa się wreszcie na bunt: zawraca spod bramy fabryki w kierunku wzgórz na obrzeżu miasta, wyciąga się na trawie, zapala papierosa. Nareszcie nie musi się nigdzie śpieszyć, nikt go nie pogania i nie poucza. Później spaceruje po mieście, popija piwo. Wieczorem odwiedza ojca, który przed laty rozstał się z matką, nieokazującą zrozumienia dla jego awanturniczych ciągot. Vincent wyjawia mu, że pragnie podróżować. Staruszek wręcza mu gruby plik banknotów. On sam, stojący nad grobem, już nie zdąży z nich skorzystać. Niech więc syn chociaż przez chwilę zachłyśnie się wolnością. I Vincent rusza w podróż. Dociera do Wenecji, gdzie odwiedza dawnego przyjaciela ojca - markiza bankruta, poznaje też swojego równolatka Carla. Ten oprowadza go po mieście, przedstawia przyjaciołom, razem popijają i śpiewają na plaży. Wieczorem Carlo oferuje Vincentowi gościnę u siebie. Vincent z podziwem obserwuje swych nowych włoskich przyjaciół, zazdroszcząc im pogody ducha, optymizmu, otwartości na innych. Ale gdy kolejnego ranka Carlo żegna się z nim pod taką samą bramą fabryki, jaka co dzień zamykała się za Vincentem, Francuz uświadamia sobie, że tak naprawdę jego włoski kolega wiedzie identyczny żywot i tylko lepiej udaje, że jest szczęśliwy. Okradziony z całej gotówki przez kieszonkowca, Vincent nie ma za co dalej podróżować. Zaciąga się więc na statek, żeby trochę zarobić. Rodzina, która przez jakiś czas niepokoiła się o niego, szybko przyzwyczaja się do nowej sytuacji i domowe życie wraca na dawne tory. Przysyłane z zagranicy przez męża kartki pocztowe Josephine drze bez czytania. Po jakimś czasie Vincent wraca jednak do wioski. Z torbą podróżną staje na progu domu niepewny, jak przyjmą go bliscy.
zobacz też